Jesteś w: Af Portal / Aktualności / Publicystyka / Gminny biznes fotoradarowy



Infolinia_shrt

defensywnikierowcy.pl

 

Ankieta tygodnia
Czy powinno się zabronić wjazdu starszych wysokoprężnych aut do miast?
Tak, bo to one najbardziej zanieczyszczają środowisko.
Nie, nie idźmy śladem Niemiec.
Tylko wtedy, gdy nie spełniają żadnych norm emisji spalin.
2012-02-17

Gminny biznes fotoradarowy

Gminny biznes fotoradarowy

Masowo nakładane na kierowców mandaty przez straże gmin Pojezierza Pomorskiego pokazują, jak w majestacie prawa wykoślawia się intencje ustawodawcy skierowane ku zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach.

"W październiku dostałem zdjęcie fotoradarowe od Straży Gminnej w Rzeczenicy, z wezwaniem do zapłacenia mandatu. Okazało się, że przejeżdżając przez tę gminę przekroczyłem dozwoloną prędkość o 17 kilometrów. Zapłaciłem. Wkrótce potem podobne wezwania nadeszły od straży z Człuchowa, Białego Boru i Bobolic. Wyglądało to tak, jakbym podróżując przez pół Polski nad morze wybrał sobie do niedozwolonej jazdy akurat zabudowane rejony Pojezierza Pomorskiego. Kompletna bzdura".
"Super fotoradary stoją na trasie Bobolice-Koszalin. Ustawione są w odległości jednego kilometra, także trafiony jesteś co najmniej dwa razy".
"Otrzymałem mandat od straży w Białym Borze za jazdę z prędkością 56 km/h. Okazało się, że wprowadzono tam ograniczenie do 40 km/h. Mam zakodowane w pamięci, że w terenie zabudowanym nie można przekraczać pięćdziesiątki. Zapewne dlatego nie zwróciłem uwagi na znak z niższym limitem".
To tylko trzy opinie kierowców, których tysiące dzień w dzień, zwłaszcza w sezonie turystycznym, podążają nad Bałtyk. W internecie są też i inne opinie. "Dopóki szaleńcy będą jeździć po naszych drogach, dopóty gminy będą miały biznes. Prawo jest po to by go przestrzegać, a nie narzekać, że radar jest ukryty. Najważniejsze, że nie są ukryte znaki informujące o obszarze zabudowanym" - uważa jeden z internautów. Takie głosy to zdecydowana mniejszość. W internecie aż roi się od negatywnych opinii. Ich autorzy wręcz nawołują do bojkotu "zagłębia fotoradarów", jakie powstało między Bydgoszczą, Koszalinem i Słupskiem. "Będę omijał wasze gminy, nie zarobią wasze stacje benzynowe, gastronomia, pensjonaty, agroturystyka. Sami tego chcieliście". Apelujące o takie zachowanie posty informują o szczególnie aktywnych fotoradarowo strażach gminnych. Oprócz już wymienionych także z Kęsowa, Debrzna, Trzebielina, Podgajów, Okonka.
Bermudzki Trójkąt na Pomorzu
Rzecz w tym, że przez Bory Tucholskie i Pojezierze Pomorskie prowadzi najkrótsza trasa z Warszawy, Łodzi, Krakowa czy Katowic na środkowe wybrzeże bałtyckie. Mało tego, w kilku miejscowościach krzyżują się popularne drogi: w Tucholi wojewódzkie 240, 238 i 237, w Człuchowie krajowe 23 i 22, w Białym Borze krajowe 23 i 21, w Bobolicach krajowe 23 i 11 oraz wojewódzka 171. Nie są to jednak jedyne licznie uczęszczane szlaki komunikacyjne w kraju, na części ruch jest wielokrotnie większy, a jednak to właśnie o fotoradarowym trójkącie pomiędzy Bydgoszczą, Koszalinem i Słupskiem jest w Polsce najgłośniej. Jak napisał jeden z internautów, to jest prawdziwy Trójkąt Bermudzki, jak tam wjedziesz to bez mandatu nie wyjedziesz.
Wszystko odbywa się w majestacie prawa, bo Prawo o ruchu drogowym daje straży miejskiej/gminnej możliwość kontrolowania tego ruchu "z użyciem przenośnych albo zainstalowanych w pojeździe urządzeń rejestrujących". Również deklarowanej przez władze gmin trosce o zwiększenie bezpieczeństwa na drogach trudno cokolwiek zarzucić. Skąd jednak taka fala protestów ze strony kierowców, którzy wprost mówią o "fotoradarowym polowaniu", a nawet o "kłusownictwie fotoradarowym"? "Dostałam sześć zdjęć od straży gminnych z przejazdu 46-kilometrowym odcinkiem Manowo-Biały Bór. W sumie 900 złotych i 18 punktów karnych" - napisała jednak z internautek, mandatowych rekordzistek.
Okazuje się, że bezpieczeństwo na drogach nie musi być jedyną motywacją burmistrzów i wójtów instalujących fotoradary. Skoro państwa zarabiały na swym dogodnym położeniu geograficznym, dlaczego nie miałyby go wykorzystywać gminy?
Mandaty reperują budżety
Ciekawej wiedzy dostarczają budżety gmin Pojezierza Pomorskiego. Z każdym rokiem planuje się w nich coraz większe kwoty z tytułu określanego jako "mandaty i inne kary pieniężne od osób fizycznych", dodając czasem "grzywny", obligując w ten sposób gminne zarządy do realizacji takich założeń. I tak np. w gminie Rzeczenica zaplanowano w 2009 roku 840 tys. złotych wpływów mandatowych, gdy w roku 2011 już 3 miliony. W gminie Biały Bór aż 12 razy nowelizowano budżet na 2009 rok, podwyższając kwoty dochodów z 19,3 mln do blisko 22 mln złotych. Można przypuszczać, że z miesiąca na miesiąc rosła część pochodząca od kierowców. Podobne nowelizacje przeprowadzano w kolejnych latach. W gminie Człuchów wpływy z mandatów nie schodzą poniżej 5 mln złotych rocznie. Trzebielino w pierwszym roku stosowania mobilnego fotoradaru zarobiło 1,2 mln złotych. W niejednej gminie wpływy z fotoradarów przewyższają wpływy z turystyki.
Liderem w pozyskiwaniu pieniędzy z tego źródła jest - jak podaje "Dziennik Bałtycki" - podsłupska gmina Kobylnica, która w 2011 roku zarobiła w ten sposób 6,9 mln złotych. Tamtejsi strażnicy gminni wystawili blisko 52,7 tys. mandatów. Roczny koszt utrzymania straży w tej gminie to 2,8 mln złotych. Na co przeznaczona zostanie reszta, czyli 60 proc. tej kwoty? Zgodnie z obowiązującymi przepisami, powinna być wydana na poprawę bezpieczeństwa na drogach, czyli remonty starych i budowę nowych.
Ciekawe więc, na przykład, czy pieniądze z mandatów zainwestują w budowę obwodnicy w Białego Boru tamtejsze władze? W poprzednich latach, np. w 2010 r., z wpływów uzyskanych dzięki trzem fotoradarom (ukarano ponad 70 tys. kierowców) sfinansowano ocieplenie urzędu gminy, przebudowę świetlic wiejskich i remont ulic. Tak to przynajmniej wynikało z wyliczenia tamtejszego szefa gminnych inwestycji. Czy remont ulic poprawił stan bezpieczeństwa - nie wiadomo.
Fotoradary stały się sposobem zarabiania pieniędzy przez gminy. Ich wydatki rosną, także dlatego, że rozszerza się zakres zadań własnych gmin. W 2010 roku dołączono do nich m.in. wypłacanie zasiłków stałych przez ośrodki pomocy społecznej, zmniejszając przy okazji o 20 proc. państwową dotację na ten cel. Z drugiej jednak strony znaczącą pozycję w wydatkach gmin stanowią gabinety polityczne wójtów i burmistrzów, zatrudniające od trzech do siedmiu doradców.
Zapewne wzrost dochodów z tytułu egzekwowania mandatów jest efektem, przynajmniej w części, większej operatywności straż gminnych. Choć NIK w zeszłorocznym raporcie stwierdził, że wielokrotnie strażnicy karali kierowców bezprawnie, m.in. wystawiając mandaty po ustawowym terminie lub za niewskazanie przez właściciela auta osoby, której je powierzyli. Trudno nie odnieść wrażenia, że fotoradarowe mandaty są wykorzystywane jako najszybsza i najłatwiejsza metoda na reperowanie gminnej kasy. Znacznie łatwiejsza niż np. zarabianie na turystyce.


Bogdan Możdżyński

  • Currently 4.5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rating: 4.6/5

Dziękujemy za Twóją ocenę!

Oceniałeś już tę stronę!

Twoja ocena została zmieniona. Dziękujemy!

Innowacyjna Gospodarka Autofederacja Unia Europejska