Jesteś w: Af Portal / Bezpieczeństwo / Bezpieczniej na drodze / Dzień, który zmienia życie



Infolinia_shrt

defensywnikierowcy.pl

 

Ankieta tygodnia
Czy powinno się zabronić wjazdu starszych wysokoprężnych aut do miast?
Tak, bo to one najbardziej zanieczyszczają środowisko.
Nie, nie idźmy śladem Niemiec.
Tylko wtedy, gdy nie spełniają żadnych norm emisji spalin.
2012-12-20

Dzień, który zmienia życie

Dzień, który zmienia życie

Święta to dobry czas na zatrzymanie się, odpoczynek i refleksję. Proponujemy sięgnięcie po książkę naszego ambasadora bezpieczeństwa pani Agnieszki Zydroń, w której prezentuje ona historie ofiar wypadków samochodowych.

Objęta Patronatem Medialnym programu defensywnikierowcy.pl książka "Dzień, który zmienił ich życie" miała swoją premierę 18 listopada 2012 roku, tj. w Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych.

Poruszająca książka Agnieszki Zydroń przedstawia historie ofiar wypadków samochodowych. Stanowi zbiór wywiadów z ludźmi, którym w jednej sekundzie zawalił się świat, stracili najbliższych, zdrowie czy pozycję zawodową. W publikacji zamieszczono wypowiedzi naczelników policji oraz materiał doświadczonego psychoterapeuty Krzysztofa Korony.

Premiera książki nieprzypadkowo zbiegła się w czasie ze Światowym Dniem Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. Tylko w Polsce co roku na drogach ginie ponad 4000 osób. Dlatego tak ważne jest publiczne mówienie o problemie bezpieczeństwa ruchu drogowego i angażowanie w odpowiednie działania osób publicznych.
W obchody Dnia Pamięci włączył się m.in. kościół katolicki, który niedzielę 18 listopada zorganizował mszę w Sanktuarium bł. Karoliny w Zabawie koło Tarnowa. W uroczystości uczestniczyli m.in. Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin, Prokurat Generalny Andrzej Seremet, a także ambasador bezpieczeństwa Autofederacji Agnieszka Zydroń.

Uczestnicy obchodów złożyli wieńce i znicze pod Pomnikiem Ofiar Wypadków znajdującym się w Zabawie. W tej miejscowości powstaje ośrodek pomocy dla tych poszkodowanych, który ma służyć wsparciem psychologicznym, medycznym i prawnym.

Poniżej prezentujemy fragment książki:
"- Jak wyglądało Wasze życie przed wypadkiem?
- Żyliśmy szybko, rozrywkowo i bogato...jak większość dzisiaj chcieliśmy nie mieć trosk...
- Udawało się?
- Do czasu tak. Pracowaliśmy w dużych firmach, korporacjach. Nie było warunków, żeby mieć dzieci, bo wiadomo, jak dzisiaj wygląda praca. Wraca się do domu o 19, a w wolnym czasie myślisz tylko, żeby wyjechać, zmienić otoczenie, odpocząć. Kiedyś oczywiście myśleliśmy o powiększeniu rodziny, ale odkładaliśmy to na ciągłe później […]
- Aż w końcu przyszedł dzień, który zmienił wszystko.
- Wróciliśmy z wakacji w Turcji- opaleni, wypoczęci. W poniedziałek wracaliśmy do pracy, a w sobotę mieliśmy jeszcze zaliczyć urodziny szefa Arka. Lubiliśmy takie wyjścia, zakrapiane alkoholem, w towarzystwie...
- Piliście alkohol?
- Nie ukrywam, że nie stroniliśmy wieczorkiem od drinka, piwka. Po całym dniu pracy człowiek potrzebuje relaksu, a alkohol sprawia, że się rozluźniam, ale to chyba dzisiaj standard.
- Jak wyglądała impreza urodzinowa?
- Było około 20 zaproszonych gości. Jedliśmy zakąski, wypiliśmy z Arkiem kilka drinków. Koło nas siedziały dwa małżeństwa. Chłopaki rozmawiały o jakimś projekcie w firmie, my z dziewczynami śmiałyśmy się z żartów na temat naszych wakacji w Turcji.
- Impreza w pełni. Przyjechaliście samochodem?
- Wzięliśmy z Arkiem taksówkę, bo oboje chcieliśmy wypić drinka, piwo. Nie chciałam rezygnować z zabawy, więc ustaliliśmy, że jedziemy i wracamy taksówką. Byliśmy już mocno zmęczeni, kiedy około 24 powoli impreza zaczęła chylić się ku końcowi. Akurat mieliśmy wzywać taksówkę, kiedy zadzwoniła komórka żony znajomego, który siedział z nami przy stole. Dzwoniła teściowa, która opiekowała się ich roczną córeczką.
- Dziecko się obudziło?
- Powiedziała, że mała budziła się kilka razy, śpi wyjątkowo niespokojnie i żeby wracali do domu.
- Znajoma od razu zaczęła się zbierać. W pewnym momencie zaproponowali nam, że mogą nas podrzucić do domu, bo jadą w tym samym kierunku. Znajomy wypił dwa piwa, ale później jadł, minęła 1-2 godziny, więc wybierali się spokojnie autem do domu. Uznaliśmy, że kierowca jest trzeźwy więc po chwili wahania i namysłu, postanowiliśmy się zabrać.
- Postanowiliście jednak nie wzywać taksówki...
- Tak wyszło, nie planowaliśmy tego. Ulegliśmy propozycji. Człowiek nie myśli w takich chwilach o jakiś tragediach, takie sytuacje w firmach, na spotkaniach integracyjnych są na porządku dziennym, wszyscy piją.
- I później prowadzą samochody?
- Różnie to bywa. My mieliśmy w sumie tylko kilka kilometrów do domu, więc nie było daleko.
- Czasami kilka metrów wystarczy.
- Zgadza się niestety. Pożegnaliśmy się z gospodarzami przyjęcia i w dobrych nastrojach wsiedliśmy do samochodu. Żona znajomego była trochę nerwowa przez córeczkę, więc pospieszała męża. Jechaliśmy całkiem normalnie, kiedy znów zadzwoniła komórka. Kolejny raz dzwoniła babcia dzidziusia z informacją, że mała znów się obudziła i płacze. Wówczas znajomy faktycznie przyspieszył.
- Widziałaś, ile macie na liczniku, zwracaliście mu uwagę?
- Nie patrzyłam na licznik. To nie było jakieś szaleństwo na drodze. Po prostu szybciej jechał. Padał deszcz, było po północy, ciemno i te warunki były trochę przerażające, to wszystko.
- Co się stało dalej?
- Wjeżdżaliśmy w łuk, po obu stronach mały lasek. Kierowca wszedł w łuk dosyć szybko i nagle poczułam, że wypadamy na sąsiedni pas, a po krótkiej chwili uderzamy w coś twardego nie widziałam zupełnie, co to było. To były sekundy w ciemnościach.
- Pamiętasz moment zderzenia?
- Pamiętam, nie straciłam przytomności. Po samym jednak zderzeniu mam dziurę w pamięci. Jak się ocknęłam, wszędzie śmierdziało spalenizną, było ciemno, jakiś dym. Zaczęłam szukać lewą ręką Arka. Nie odzywał się. Jak się okazało, wszyscy byliśmy uwięzieni w kabinie, która okręciła się wręcz wokół drzewa. straszny szok. Człowiek nie wie, co się stało.
- Nawiązałaś kontakt z pozostałymi w samochodzie?
- Pytałam, czy wszyscy żyją. Odpowiedziała mi żona kierowcy, chrypiąc. Prosiła, żeby jej pomóc wyjść z auta... Arek milczał.
- Po jakim czasie udzielono Wam pomocy?
- Nie wiem. Po jakimś czasie usłyszałam syreny, karetkę, straż… później akcja wyciągania, cięcia samochodu. W międzyczasie gasili pianą samochód, coś się chyba zapaliło. Błagałam, żeby sprawdzili Arka, w końcu zaczęłam strasznie płakać... nie mogłam się uspokoić. Boże, to był najgorszy sen, jakiego bym sobie nie wymyśliła. Cały nasz świat runął w tamtej chwili...
- Co się dokładnie stało?
- Wpadliśmy w poślizg, przez nadmierną prędkość. Dokładnie niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. No i te piwa... w sumie każdy z nas był pod wpływem alkoholu.
- Co pamiętasz jeszcze z tej dramatycznej nocy?
- Pamiętam trzask ciętej blachy, smród spalenizny, jęki i ciemność... jak jest noc, wszystko wydaje się takie straszne... pamiętam też, jak wkładano mnie do ambulansu, butlę z tlenem i uspokajanie sanitariusza. Wciąż płakałam, pytając o Arka. Mówiłam, że jest w samochodzie, że go kocham...
- Co się działo z Arkiem?
- Podczas uderzenia stracił przytomność. Był zakleszczony w samochodzie, miał uraz głowy, złamanie kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia, paraliż... nie chcę tu opowiadać o krwi, każdym szczególe, bo nie o to przecież chodzi.
- Jakich obrażeń doznało drugie małżeństwo?
- Żona znajomego miała złamania otwarte uda, połamane ręce, ogólne stłuczenia całego ciała… jej mąż zginął na miejscu…
- Boże, spieszyli się do córeczki."


  • Currently 5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rating: 5/5

Dziękujemy za Twóją ocenę!

Oceniałeś już tę stronę!

Twoja ocena została zmieniona. Dziękujemy!

Innowacyjna Gospodarka Autofederacja Unia Europejska